|
|
|
|
|
|
|
|  |
Cytaty z książek Terry'ego Pratchett'a
| >>Trzy wiedźmy: |
|---|
Liczne nędzne dzielnice doświadczyły powodzi, jeśli wolno użyć tego słowa
wobec cieczy, którą można nosić w siatce.
|
Powszechnie uznawano, że miasto jest bardzo zdrowe. Niewiele zarazków
potrafiło tu przetrwać.
|
Żłopanie przypomina picie, tylko więcej się wylewa.
|
Betzen, dowódca osobistej gwardii książęcej, był zabójcą tak skutecznym, jak
psychotyczna mangusta.
|
Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, często wyglądają bardziej jak
rzeczy niż same rzeczy.
|
Sierżant stał na środku komnaty z obojętną miną człowieka oczekującego
rozkazów, który gotów jest stać tak i czekać, dopóki nie zepchnie go dryf
kontynentalny.
|
- No właśnie - stwierdziła Babcia trochę udobruchana. Nigdy nie opanowała
sztuki przepraszania, ale ceniła ją u innych.
|
- My... rozproszymy się - odpowiedział. - Tak. Rozproszymy się. Tak właśnie
zrobimy.
Ostrożnie sunęli przez paprocie. Sierżant przykucnął na poręcznym pieńkiem.
- Dobrze - szepnął. - Bardzo dobrze. Załapaliście mniej więcej, o co
zasadniczo chodzi. A teraz rozproszymy się znowu, ale tym razem rozproszymy
się osobno.
|
Zwyczajne traktowanie nie wywołałoby takich zgrzytów; niezbędne było staranne
traktowanie ich ciepłą wodą przez co najmniej kilka tygodni.
|
W długie noce na twardych kamieniach śnił o kobietach takich jak ta. Chociaż,
jeśli się dobrze zastanowić, to nie o takich; były lepiej wyposażone w
okolicach klatki piersiowej, nie miały takich czerwonych i spiczastych nosów,
włosy bardziej im falowały. Jednak Libido błazna miało dość rozumu, by
odróżnić niemożliwe od teoretycznie osiągalnego; pośpiesznie włączyło kilka
obwodów filtrujących.
|
Niania Ogg, która z sympatią patrzyła na świat, miałaby poważne kłopoty,
gdyby chciała powiedzieć coś miłego o głosie Magrat.
|
Jakiś głos w głębi umysłu czarownicy powiedział z naciskiem: powinnaś teraz
uciekać niby łagodna gazela; jest to działanie przyjęte w takich
okolicznościach. Natychmiast wtrącił się zdrowy rozsądek. Nawet w najbardziej
optymistycznym nastroju Magrat nie śmiałaby porównywać się z gazelą, łagodną
czy nie. Poza tym, dodał rozsądek, kluczowy problem w uciekaniu jak gazela
polega na tym, że najprawdopodobniej bez trudu zdołałaby uciec.
|
Poczuły je duchy, tłoczące się teraz w domu Niani Ogg niby drużyna rugby w
budce telefonicznej.
|
Mieszkańcy Morpork byli dość kosmopolityczni, jednak przejawiali swobodny,
rzeczowy stosunek do ras nieludzkich, mianowicie tłukli je cegłą po głowie i
wrzucali do rzeki. Nie dotyczyło to trollów, ma się rozumieć. Trudno jest
żywić rasowe uprzedzenia wobec istot mających siedem stóp wzrostu i
potrafiących przegryzać mury. W każdym razie trudno je żywić długo. Ale
istoty wzrostu trzech stóp były wręcz stworzone do dyskryminacji.
|
Drzwi odtworzyły się gwałtownie i jakiś człowiek wyszedł przez nie tyłem, nie
dotykając właściwie gruntu, dopóki nie uderzył o mur po drugiej stronie ulicy.
|
- Co zrobiła? - Książę nie rozumiał.
Sierżant wpatrywał się nieruchomo w obszar odsunięty o cztery cale na prawo
od książęcego krzesła.
- Dała mi filiżankę herbaty, sir - odpowiedział.
- A co z waszymi ludźmi?
- Oni też dostali.
Książę wstał i otoczył ramieniem okryte rdzewiejącą kolczugą plecy sierżanta.
Był w fatalnym nastroju. Wciąż mu się wydawało, że coś szepcze mu do ucha. Na
śniadanie podano mu owsiankę przesoloną i upieczoną z jabłkiem, a kucharz
dostał histerii. Od razu można było poznać, że książę jest niezwykle
poirytowany: był uprzejmy. A należał do ludzi, którzy są coraz grzeczniejsi,
w miarę jak burzy się ich temperament, aż do momentu kiedy słowa "Serdecznie
wam dziękuję" tną niczym ostrze gilotyny.
- Sierżancie - zaczął, prowadząc żołnierza przez pokój.
- Słucham, sir.
- Nie jestem pewien, czy wydałem wam jasne rozkazy - rzekł książę głosem węża.
- Sir...
- Możliwe, że niechcący wprowadziłem was w błąd. Zamierzałem powiedzieć:
"Sprowadźcie mi czarownicę, w łańcuchach, jeśli to konieczne", ale może w
rzeczywistości powiedziałem raczej "Idźcie i napijcie się herbaty". Czy coś
takiego miało miejsce?
Sierżant zmarszczył czoło. Do dzisiejszego dnia sarkazm nie pojawił się w
jego życiu. Doświadczenia z ludźmi, którzy byli na niego źli, przywodziły na
myśl raczej wrzaski i czasami parę kijów.
- Nie, sir - zaprzeczył.
- Zastanawiam się więc, dlaczego nie zrobiliście tego, co wam kazałem.
- Sir?
- Podejrzewam, że użyła jakiegoś magicznego słowa, prawda? Słyszałem to i owo
o czarownicach. - Książę minioną noc spędził na lekturze pewnych co bardziej
ekscytujących dzieł, poświęconych temu tematowi (napisanych przez magów,
którzy żyją w celibacie i około czwartej rano miewają dziwaczne pomysły).
Czytał dopóki obandażowane ręce nie zaczęły drżeć zbyt mocno. - Podejrzewam,
że ofiarowała wam wizje nieziemskich rozkoszy? Czy pokazała... - zadygotał -
...mroczne fascynacje i zakazane ekstazy, o których ludzie śmiertelni nie
powinni nawet myśleć, oraz demoniczne sekrety, które pogrążyły was w
głębinach męskich pożądań?
Książę usiadł i zaczął wachlować się chusteczką.
- Dobrze się czujesz, panie? - spytał niespokojnie sierżant.
- Co? Doskonale, doskonale.
- Jesteś całkiem czerwony, panie.
- Nie zmieniajcie tematu, człowieku - burknął książę i trochę się opanował. -
Przyznajcie: zaproponowała wam hedonistyczne, wyuzdane rozkosze znane tylko
adeptom sztuk zmysłowych. Prawda?
Sierżant stanął na baczność i patrzył prosto przed siebie.
- Nie, sir - odparł tonem człowieka, który mówi prawdę i niech się dzieję co
chce. - Zaproponowała mi bułeczkę.
- Bułeczkę?
- Tak, sir. Z rodzynkami.
Felmet znieruchomiał, walcząc o spokój wewnętrzny.
- A co na to wasi ludzie? - zdołał w końcu wykrztusić.
- Też dostali po jednej. Wszyscy z wyjątkiem młodego Rogera, który nie może
jeść owoców ze względu na swoje kłopoty.
Książę oparł się o ścianę i zasłonił dłonią oczy. Urodziłem się, by rządzić
na równinach, myślał, gdzie wszystko jest płaskie, gdzie nie ma takiej pogody
i w ogóle, i gdzie ludzie nie zachowują się, jakby byli z ciasta. Ten
sierżant musi mi powiedzieć, co dała Rogerowi.
- Dostał sucharka, sir.
| | >>Blask fantastyczny: |
Wielki jak światy. Stary jak Czas. Cierpliwy jak cegła.
|
Strój ten można sobie wyobrazić jako kombinezon do nurkowania, projektowany przez ludzi,
którzy nigdy nie widzieli morza.
|
Jednak takie pytania wywołują na ogół więcej kłopotów nić pożytku. Na przykład: podobno
kiedyś na przyjęciu ktoś zapytał słynnego filozofa Ly Tin Weedle'a "Po co przyszedłeś?", i
odpowiedź zajęła mu trzy lata.
|
Wyglądała jak książka, którą w bibliotecznych katalogach określa się jako "lekko
podniszczoną", choć uczciwość nakazuje przyznać, że sprawiała wrażenia nadniszczonej,
przedniszczonej, zaniszczonej, a prawdopodobnie również śródniszczonej.
|
Obywateli Dysku z pretensjami do wyższej kultury zawsze irytowała myśl, że rządzą nimi
bogowie, dla których przykładem wzniosłego przeżycia artystycznego jest dzwonek do drzwi
z melodyjką.
|
Dysk, jako że jest płaski, nie posiada prawdziwego horyzontu. Niektórzy żądni przygód
żeglarze, którym od długiego wpatrywania się w jajka i pomarańcze przychodzą do głowy
głupie pomysły, próbowali czasem dopłynąć na antypody. I szybko przekonywali się, dlaczego
odległe statki wyglądają czasem tak, jakby ginęły za krawędzią świata. Dlatego mianowicie,
że giną za krawędzią świata.
|
Tymczasem bogowie byli równie zdziwieni jak magowie. Byli też bezsilni i w tej kwestii
niezdolni do jakiegokolwiek działania. Zresztą i tak zajmowała ich trwająca całe eony
wojna z Lodowymi Gigantami, którzy nie chcieli im zwrócić pożyczonej kosiarki do trawy.
|
Nikt nie wiedział, co nastąpi, gdy jedno z Ośmiu Wielkich Zaklęć wypowie się samo z siebie.
Wyrażano jednak zgodne opinie, że najlepszym miejscem dla obserwacji byłby sąsiedni
wszechświat.
|
- Dlaczego tu jesteśmy?
- No cóż... Niektórzy twierdzą, że Stwórca Wszechświata zrobił dysk i wszystko, co się na
nim znalazło. Inni uważają, że to bardzo skomplikowana historia, w której ważną rolę
grają jądra Boga Niebios i mleko Niebiańskiej Krowy. Jeszcze inni przekonują, że
powstaliśmy wszyscy dzięki absolutnie przypadkowej koncentracji cząstek prawdopodobieństwa.
|
Oczywiście działał on wbrew wszelkim regułom. Jednak Trymon wiedział o regułach wszystko i
zawsze uważał, że dobre są do stanowienia, nie do przestrzegania.
|
Wyjawić mu prawdę to kopnąć spaniela.
|
Mag pogrzebał przy poduszce na siedzeniu i wyjął niedużą skórzaną sakiewkę z tytoniem i
fajkę rozmiarów pieca do spalania odpadów.
|
Strzała zniknęła z dźwiękiem nie poddającym się opisowi. Jednak, by uzupełnić obraz
sytuacji, można uznać, iż był to zasadniczo "spang!" plus 3 dni ciężkiej pracy w dowolnym,
solidnie wyposażonym warsztacie elektronicznym.
|
- Może jeszcze kawałek stołu - zaproponował Rincewind.
- Dziękuję, nie lubię marcepana - odparł Dwukwiat. - Zresztą uważam, że nie należy zjadać
cudzych mebli.
|
Rincewind chciał nazbierać chrustu, ale zrezygnował. Trudno palić drewnem, które zaczyna
rozmowę.
|
I nawet siedmiostopowy drąg do ceremonialnego łechtania świń zmieścił się w Bagażu jakoś
bez trudu i nigdzie, zupełnie nigdzie nie wystawał.
|
W różnych częściach lasu grupy magów gubią się, krążą wokoło, ukrywają się przed sobą
nawzajem i irytują, ponieważ ile razy wpadną na drzewo, ono przeprasza.
|
- Elfy! - krzyknął Swires, skoczył do mysiej dziury i zniknął.
- Co robimy? - zapytał Dwukwiat.
- Wpadamy w panikę? - zaproponował z nadzieją Rincewind.
Zawsze uważał, że panika jest najlepszą metodą ujścia z życiem. W dawnych latach, jak
tłumaczył swoją teorię, ludzie spotykający wygłodniałe szablozębne tygrysy, dzielili się
na tych, którzy wpadali w panikę, i tych, co stali w miejscu powtarzając "Cóż za przepiękna
bestia" albo "Kici kici".
|
Jednak bogowie rzadko spoglądają w niebo, zresztą w tej chwili zajęci byli sporem z
Lodowymi Gigantami, którzy nie chcieli przyciszyć radia.
|
Rincewind rozejrzał się. Sądząc po zmienności i malowniczości scenerii, równie dobrze
mógłby się teraz znajdować we wnętrzu piłeczki pingpongowej.
|
- Przed nami! - ryknął druid, przekrzykując pęd wiatru. - Podziwiajcie wielki komputer
niebios!
Rincewind spojrzał przez palce. Na horyzoncie wznosiła się gigantyczna konstrukcja z
szarych i czarnych płyt, ustawionych w koncentryczne kręgi i tajemnicze aleje, groźne
i posępne na tle śnieżnego krajobrazu. Z pewnością nie ludzie ustawili to te zalążki
gór... to z pewnością grupę olbrzymów zmienił w kamienie jakiś...
- Wygląda jak kupa kamieni - stwierdził Dwukwiat.
Belafon znieruchomiał w połowie gestu.
- Co? - Nie zrozumiał.
- Jest bardzo ładna - dodał pospiesznie turysta. Szukał odpowiedniego określenia.
- Etniczna - zdecydował.
Druid zesztywniał.
- Ładna? - powtórzył. - Tryumf technologii krzemu, cud współczesnych możliwości
budowlanych... ładny?
- Tak - potwierdził Dwukwiat, dla którego sarkazm był tylko słowem na siedem liter,
zaczynającym się na S.
(...)
Wokół kręgu druidzi stukali w megality małymi młoteczkami i nasłuchiwali uważnie. Kilka
ogromnych głazów leżało na boku, a każdy z nich otaczała inna grupka druidów. Badali
powierzchnię i sprzeczali się między sobą. Fachowe określenia dryfowały aż do uszu
Rincewinda.
- Nie ma mowy o niekompatybilności oprogramowania... ty durniu, przecież Modlitwa Deptanej
Spirali została zaprojektowana specjalnie dla kręgów koncentrycznych...
- Moim zdaniem trzeba go zrestartować i na początek sprawdzić prostą ceremonię księżyca...
|
W zasypanym śniegiem jarze niedaleko od kręgu czekał na staruszka wielki biały koń
przywiązany do wyschniętego drzewa. Zwierzę było smukłe i lśniące, a ogólne wrażenie
wspaniałego bojowego rumaka lekko tylko psuła umocowana do siodła poduszka przeciw
hemoroidom.
|
Cohen (który jadł końską zupę) wytłumaczył, że ludzie w Końskich Plemionach z osiowych
stepów rodzą się w siodle - choć Rincewind uważał to za ginekologiczną niemożliwość.
|
Tymczasem bohater galopujący w tej chwili ku Wirowym Równinom nie mieszał się do tych
sporów, ponieważ nie traktował ich poważnie. Przede wszystkim jednak dlatego, że bohater
był bohaterką. Rudowłosą.
Istnieje tendencja, by w tym momencie zerknąć przez ramię na grafika i podyktować mu
dokładny opis czarnej skóry, wysokich butów i nagich ostrzy.
Słowa typu "pełna", "zaokrąglona" czy nawet "wyzywająca" wkradają się do narracji, aż
wreszcie pisarz musi przerwać, wziąć zimny prysznic i położyć się na chwilę.
Co jest dość niemądre, ponieważ kobieta zdecydowana mieczem zarabiać na życie nie będzie
wędrować po świecie, wyglądając jak ktoś z okładki katalogu wyrafinowanej bielizny dla
pewnej szczególnej grupy nabywców.
|
Tym razem jednak nie patrzył groźnie, lecz raczej żałośnie - jak pies, który tarzał się
wesoło w krowich plackach, po czym wrócił do domu i odkrył, że rodzina przeprowadziła się
na inny kontynent.
|
- Przepraszam bardzo, ale czy dobrze zrozumiałem? Mówimy o Śmierci, zgadza się? Wysoki,
chudy, puste oczodoły, specjalista od kosy?
|
To nierozsądne żywić do kogoś pretensje tylko dlatego, że ma puste oczodoły i jest
dumny ze swojej pracy. I wciąż używa kosy, zaznaczał często, gdy Śmierci na innych
światach już dawno zainwestowali w kombajny.
|
Magia! Więc takie to uczucie! Nic dziwnego, że magowie nie przepadali za seksem.
Rincewind wiedział, na czym polegają orgazmy. W swoim czasie sam kilka przeżył,
niekiedy nawet w towarzystwie.
|
Oto wieczna noc kosmosu. Miriady gwiazd lśnią niby diamentowy pył, czy też - jak
powiedzieliby niektórzy - niby ogromne kule wodoru, płonące w wielkiej odległości.
No, ale wiadomo, są ludzie, którzy powiedzieliby wszystko.
|
Po przeciwnej stronie horyzontu małe słońce Dysku starało się jak mogło, by zajść
normalnie. Jednak zyskało ledwie tyle, że miasto - nigdy nie oszałamiające urodą
- przypominało teraz obraz fanatycznego artysty, który narkotyzował się pastą do butów.
|
|  |
 |
|
|
|
|
|
|